sobota, 16 lutego 2013

3 Soczysta pomarancza.

Witam wszystkich po raz kolejny w dzisiejszym dniu.

Tym razem chce podzielic sie z wami makijazem w moim ulubionym kolorze a mianowicie pomaranczowym.
Nie tylko makijazem ale i moimi ulubionymi rzeczami, ktore sa pomaranczowe.
Musze zaczac od mojego cieplutkiego koca, przejsc przez pomaranczowa bokserke i siateczkowa bluzke, olowki oraz kilka przedmiotow widocznych na zdjeciach.
Moj aparat takze ma pomaranczowe dodatki.
W salonie rowniez guruja dodatki tego koloru w polaczeniu z szarymi.

Moj notes, ktory towarzyszy mi zawsze, wszedzie i wie o wszystkim.


1. Neutrogena plyn do mycia twarzy przeciwko wypryskom
2. Pomaranczowy cien z KOBO ( z paletki 403 Exotic Journey )
3. Temperowka z Essence
4. Must have kazdej zimy czyli Lip Care Bam z KOBO w odcieniu403 Hot Autumn
Na smierc zapomnialam dodac do zdjecia mojego sypkiego cienia z  My Secret Star Dust eye shadow nr. 4.
 Tak wiec przejdzmy do makijazu.


Do jego wykonania uzylam:
Jako baza- biala kredka z manhattan
zolty cien UMA cosmetics Angel Dust w odcieniu 01 happy sun
pomaranczowy cien z KOBO
czerwony cien z paletki E.L.F. 85
czarny eyeliner Essence
Srebrna kredka Essence
Tylko rzesy nie pomalowane, bo juz bylo puzno i nie chcialam ich meczyc.

Cos takiego mi wyszlo jestem z niego zadowolona w 70% bo wiem, ze stac mnie na wiecej.
Generalnie mysle ze nie jest zle, choc moglo by byc lepiej.

Teraz kolej na moj ulubiony lakier do paznokci.
Efekt po 2 warstwach.
Miss Sporty o numerku 451


Tak prezentowaly sie moje paznokcie jeszcze 2 tygodnie temu, ale sa na najlepszej drodze by powrocic do takiego wygladu o ile sie nie polamia znow.

I tym jakze cieplym, pomaranczowym wpisem zegnam sie na dzis z wami bo czas goni a przeciez mamy weekend :)

Zycze wszystkim udanego weekendu!

Tesia

Sztuczne rzesy - recenzja

Dzien dobry :)

Zgodnie z tym co wczoraj pisalam nie znalazlam czasu na to by dodac ten post juz wczoraj wiec musze to nadrobic.
Niestety Gerbile jeszcze do mnie nie dotarly i dzis, badz jutro musze po nie jechac.

Jest sobota, jeden z roboczych dni w domu, czyli wielkie porzadki.
Okna juz umyte, dywany poodkurzane, a pulki czysciutkie wiec pora poswiecic troche czasu dla was :)

Tak jak wczesniej zapowiadalm bedzie to recenzja moich zaledwie 2 par sztucznych rzes, sa to moje pierwsze pary jakie kiedykolwiek mialam.
Od razu powiem ze z jednych jestem mniej zadowolona pomimo, ze sa z wiekszej firmy i bardziej znanej, a drugie tak wlasciwie pochodzenia nie wiadomego, sa z marketu.
Przyklejalam je juz jakies 4 razy kazde i mysle, ze cos na ich temat spokojnie moge powiedziec.
3 razy uzywalam ich tylko na kilka minut do makijazy, ktore wykonywalam a raz nosilam je przez kilka godzin. 
Ten test udowodnil mi, ze markowe nie zawsze znaczy lepsze!

Tak prezentowaly sie obie pary rzes kiedy byly jeszcze nowiutkie.
Gorne sa z Reala.
Dolne sa z Essence.

 

NR. 1

Rzesy od Essence.


Jak widac na zdjeciu wloski rzes rozciapierzyly sie we wszystkie strony, jedne opadly, a drugie w dalszym ciagu sa pieknie wywiniete ku gorze.
  Paski, na ktorych rzesy sie trzymaja wyprostowaly sie i ciezko jest je przykleic.
Klej zalaczony do rzes brudzi na bialo, podraznia oczy, a powieka po ich zdjeciu przez bardzo dlugi czas jest mocno zaczerwieniona.
Strasznie ciezko jest je przykleic tak aby w kancikach sie nie odklejaly. 
Wystarczy kilka mrugniec i juz zaczynaja sie odklejac.
Maksymalny czas na powiekach to okolo godziny.
Sa strasznie ciezkie, bynajmniej ja mialam takie uczucie, jakby moje powieki byly potwornie zmeczone i wolaly o sen.
Wystarczy jedno niechybne przycisniecie peseta by bezpowrotnie je odksztalcic.
Klej wyciskany z tubki, przy pierwszym odkreceniu zaczyna sie samoistnie wylewac pod wplywem cisnienia, oraz ma dziwny kolor, niby bialy ale w sloncu mieni sie jak kropelki benzyny w kalurzy na kilka kolorow :)
Po nalozeniu na rzesy robi sie niebieski.
Kosztowaly 3,50 € i dobrego slowa o nich powiedziec nie moge, nawet ich kolor nie jest w pelni czarny tylko bardziej grafitowy.
Dla poczatkujacych ( takich jak ja ) nie nadaja sie, poniewaz sa za delikatne, a klej wcale ich nie trzyma ( co jest zaleta jezeli uzywamy ich tylko na kilka minut do zdjec makijazu )

 

 NR. 2

Rzesy z Reala :)

Niestety na temat marki nie moge wam nic podac, bo poprostu nie pomyslalam i wyzucilam opakowanie.
Zakupilam je w Realu, w momecie gdy zaczynal sie karnawal bylo ich pelno, do koloru do wyboru.
Kolorowe, z piurkami, z kamykami, z blyszczacymi paskami, z brokatem jakie tylko chcecie, a cena wahala sie od 5 do 8 €.
Niestety caly fundusz wydalam na kosmetyki bedac w Polsce i tylko 1 moglam sobie kupic.
Wiec wybralam wlasnie te.


Tym czego na zjeciu nie widac to sa 3 malutkie cyrkonie na ich wierzchu, ktore mozecie obejrzec w moim poscie walentynkowym .
Oczywiscie do wyboru mialam kilka kolorow kamyczkow, ale wybralam najbardziej neutralne biale, choc zastanawialam sie nad czerwonymi.

Rzesy minimalnie sie wyprostowaly na pasku, co w ich przypadku nie przeszkadza w przyklejaniu, gdyz pod wplywem kleju robia sie mega gietkie i na prawde latwo jest je dostosowac do ksztaltu oka.
 Wloski w dalszym ciagu sa idealnie ulozone i nie mam im nic do zarzucenia.
Kolor maja naprawde czarny, rzesy sa mieciutkie, aczkolwiek nawet jezeli specjalnie nacisniemy je penseta nie odksztalca sie.
Klej zalaczony w opakowaniu jest przezroczysty, a po zaschnieciu staje sie niewidoczny i co najwazniejsze rzesy trzymaja sie na nim spokojnie caly dzien.
Bardzo praktyczne opakowanie ze szpatulka, ktora jest o wiele latwiej nalozyc odpowiednia ilosc kleju na rzesy.
Nestety ma jeden malutki minusik, a mianowicie jak sie go polozy to odrobinka wyplywa i skleja nakretke z tubka : /
Rzesy sa o wiele lzejsze choc na takie nie wygladaja ( przez cyrkonie ), ale nie czuc ich zbytnio na powiece i nie obciazaja tak oka.
Duzym plusem jest rowniez to ze klej nie podraznia, a powieka zostaje zaczerwieniona przez kilka minut tylko przez to ze klej na prawde dobrze trzyma.
Nastepnym razem na pewno zakupie ich wiecej, chyba ze w tym czasie znajde cos jeszcze lepszego
Ta para kosztowala  5 € bo faktycznie byly to najprostsze rzesy z tych, ktore tam widzialam.
Jedynym minusem jaki w nich dostrzegam jest to, ze kamyczki w trakcie produkcji lekko sie poprzesuwaly i zostawily przezroczyste plamki kleju.


To bylo by na tyle w temacie moich sztucznych rzes, choc od tygodnia pluje sobie w brode ze nie zakupilam rzes, ktore byly przecenione w Douglas`ie z 7 na 4 € :(
Niestety nic juz na to nie poradze bo zostaly wyprzedane.

Obiecuje ze jeszcze dzis pojawi sie jakis makijaz z mojego zbioru, ktory mam na dysku.
Plus oczywiscie lakier do paznokci i cos czuje ze bedzie to pomaranczowy :)
Piszcie czy wam sie podobalo i co byscie w moim blogu zmienili, bo panuje tu taka niezreczna cisza.

Zycze wszystkim milego popoludnia i do nastepnego!

 Tesia

piątek, 15 lutego 2013

2 Medialna nagonka walentynkowa

Witam wszystkich serdecznie!

Jak zapewne kazdy wie wczoraj byly walentynki. 
Wszedzie pelno serduszek, czerwieni i innych dupereli z tym zwiazanych.
Osobiscie nie widze nic szczegolnego w tym dniu, choc jest to swietny chwyt marketingowy, a juz kilka tygodni wczesniej zaczyna sie medialna nagonka na kupowanie prezentow walentynkowych przez czekoladki, kwiatki az po samochody i inne rzeczy z gornej polki.
Byc moze nie zgodzicie sie z moja opinia, ze w tym dniu nie ma nic szczegolnego, ale pozwolcie ze wytlumacze sie czemu takie jest moje zdanie i traktuje 14 luty jak kazdy inny dzien.
 Zaraz pojawia sie osoby, ktore pomysla ,,o ta to nie jest kochana, nie ma z kim spedzic walentynek i wszystkich zniecheca`` itd.
Otoz nie, jestem kochana, mam wspaniala rodzine i cudownego faceta poprostu jezeli jest w naszym zyciu ktos, kogo kochamy to okazujemy mu ta milosc czesciej niz raz w roku, dajemy mu czuc ze jest kochany przez caly czas.
Jezeli bede chciala mojemu facetowi dac prezent, to nie bede czekac, tylko pujde do sklepu, kupie to i dam mu w pierwszy lepszy dzien, nie czekajac na urodziny, walentynki czy inne ,,swieto``
Tak wiec mnie ta propaganda walentynek nie rusza.
Wczoraj byl normalny dzien, aczkolwiek nie znalazlam czasu aby podzielic sie z wami moja opinia.
Chetnie uslysze co wy o tym sadzcie, wiec bez krempacji piszcie komentarze tu lub na moim facebooku.

Przyznaje sie bez bicia, ze wzielam w tym roku udzial w 1 konkursie na makijaz walentynkowy choc moja wiara w konkursy wygasla juz dawno, dawno temu, cos mnie podkusilo i wyslalam zdjecia.
Nie ludzmy sie, nic nie wygralam, co bynajmniej dla mnie bylo oczywiste ale pokazalam co potrafie pomimo tego ze dopiero zaczynam.
Mam nadzieje ze wiele z was, a dokladniej te, ktore rowniez zaczynaja nie beda sie wstydzily czy baly pokazywac publicznie swoje prace, chocby nie wiem jak ( wedlug was ) byly slabe.
Dzielmy sie swoimi pasjami z innymi i uwierzcie, ze kazdy pozytywny komentarz bedzie was motywowal i pchal dalej do przodu, a negatywne pokaza, co trzeba zmienic, nad czym popracowac, bo niektorych bledow samemu sie nie dostrzeze.

Moj makijaz konkursowy prezentowal sie tak:


Moim zdaniem nie jest to zla praca, choc rzesy sa nieszczegolnie doklejone nad czym pracuje, bo trening czyni mistrza :)
Tutaj raptem 2 czy 3 raz mialam z nimi stycznosc, wiec cudow nie oczekuje.
Wieczorem jak czas pozwoli pojawi sie kolejny wpis na temat wlasnie sztucznych rzes, ktore mam w swojej szafce.
Niestety watpie w to, bo dzis przejezdzaja do mnie moje ukochane zwierzatka, a mianowicie 4 Gerbile, od samego rana nie moge sie doczekac i mam nadzieje ze juz niebawem do mnie dotra :)
Zycze udanego popoludnia!

Tesia

Reklama